|
Najnowsze wpisy
Najnowsze komentarze
2010-02-11 20:56
Maciek Kasiński do wpisu:
Wyprawa ekporacyjna do Tadżykistanu
Cóż za reportaż!! Napawa ekscytacją przed częścią drugą. Można się nieźle wkręcić w klimaty.[...]
2009-12-04 22:50
krzysztof.sornat do wpisu:
Poza schematem: sekrety ludzi sukcesu
Jednym z czynników, który opisuje autor (i który wymieniłem we wpisie) jest pracowitość. Autor[...]
2009-11-02 16:54
srebrnooka do wpisu:
Poza schematem: sekrety ludzi sukcesu
Poza schematem a dalej według schematu: wybierz znane nazwiska, napisz o nich cokolwiek i dodaj[...]
2009-10-11 22:54
krzysztof.sornat do wpisu:
Oszczędzanie czasu, marnowanie czasu
Orest - nie mam internetu w komórce, więc nie wiem :) ale będę się tego strzegł.
Kamil -[...]
Archiwum Bloga
W poszukiwaniu drogi życiowej...Krzysztof Sornat2010-03-24 11:15
"Przenikaliśmy wciąż głębiej i głębiej w jądro ciemności. (...) Wędrowaliśmy po prehistorycznej ziemi, po ziemi mającej wygląd nieznanej planety." Joseph Conrad Poniżej umieszczam początek relacji:
![]() (Aby poczuć smak podróży po nieznanym świecie, podczas czytania fotorelacji słuchaj: Howard Shore - Lord Of The Rings - The Return Of The King) Tadżykistan, Dolina Volgond, 2008-07-22 Śpiwory puchowe jednak się przydały, ponieważ w nocy było dość chłodno. Gdy się obudziłem, nie mogłem doczekać się, aż ujrzę Pik Samarkand - cel naszej podróży. Od razu otworzyłem wejście do namiotu, ale szczyt ukrywał się w chmurach. Przynajmniej nie padało i można było wyjść na zewnątrz. Po wypiciu porannej herbaty rozłożyliśmy nasze mokre rzeczy wokół namiotu. Słońce świeciło, dając przyjemne ciepło, czyli zupełnie inaczej niż w stolicy.
![]() Pik Samarkand nadal zakryty był chmurami, a my rozglądaliśmy się po okolicy, porównując ją z mapą. W miejscu, w którym się znajdowaliśmy, łączyły się dwie doliny rzeczne. Prawa prowadziła prosto pod Pik Samarkand, a w górze lewej widać było czoło lodowca i wodospady utworzone z wytopionego lodu.
Ciąg dalszy na oficjalnej stronie wyprawy Pamir Zerawszan Expedition 2010.
kategoria:
Podróżowanie
Komentarze (0)
2010-01-30 19:21
Poprzednia część relacji skończyła się wieczorem, gdy kładliśmy się spać po całodziennej podróżny samochodem. Następny dzień to wyprawa wgłąb doliny prostopadłej do doliny Zerawszanu. Zbliżaliśmy się do naszego celu - Piku Samarkand. Poniżej początek drugiej części relacji:
(Aby poczuć smak podróży po nieznanym świecie, podczas czytania relacji słuchaj: Hans Zimmer - Gladiator - Caravan In The Desert)
Tadżykistan, Volgond, 2008-07-21 Mały plecak założyłem na plecy i rozejrzałem się jeszcze po pokoju, zastanawiając się, czy czegoś nie zapomnieliśmy. Jakże ludzka psychika potrafi się przystosować. Jeszcze wczoraj to było obce i niebezpieczne miejsce, a teraz czuję się prawie jak u siebie. Wyszedłem z pokoju i założyłem buty. Mnóstwo ludzi się zebrało. Dzieci biegały, a przy drzwiach pod murem stali panowie, przyglądając się całej tej niecodziennej sytuacji. Duży Tadżyk wraz z Małym Tadżykiem zakładali na osiołka pewnego rodzaju worki. Później próbowali umieścić w nich nasze plecaki. Duży zaczął obwiązywać bagaż na osiołku i wtedy worek rozdarł się. Wszystko rozpakowali i przynieśli następne worki. Te były większe. Bagaże zmieściły się bez problemu, a miejsca było na tyle, że chcieli włożyć jeszcze nasze podręczne plecaki. Wzbraniałem się, że nie ma takiej potrzeby. Chociaż tak naprawdę to nie chciałem rozstawać się z najważniejszymi rzeczami. Ale Irek dał im swój i miałem już mniejsze opory przed powierzeniem im swojego skarbu. Wyruszyliśmy więc drogą poza wioskę. Osiołek bez obciążenia, osiołek z bagażem, Mały, Duży, Irek, ja i kilku "ważnych", którzy nas odprowadzali. Oczywiście początkowo asystowała nam gromadka dzieci. Poza wioską pożegnaliśmy się ze miejscowymi vipami, a maluchy też zostały w tyle. ![]() Zaczęliśmy iść w górę stoku ładną i wygodną ścieżką. A przed wyprawą martwiliśmy się, czy będzie można iść w głąb doliny. Stawiamy kolejne kroki do góry, a widoki stają się coraz piękniejsze. Widać ośnieżone szczyty w głębi doliny Zerawszan i panoramę wioski Volgond. Ścieżka zaczyna prowadzić wzdłuż kanału doprowadzającego wodę do pól przy Volgondzie. Jest on zbudowany poprzez staranne ustawienie kamieni wzdłuż zbocza. Dużo pracy musiało zostać włożone w budowę tego koryta. Bardzo ciekawiło mnie, jak bardzo cenią ten kanał mieszkańcy Volgondu, bo od niego zależą ich plony, a więc i ich byt. A kanał ciągnął się i ciągnął. Kilkaset metrów w dole rozciągała się wzburzona rzeka Volgond. Strome zbocze zaczynało się tuż za progiem ścieżki znajdującej się na murku budującym kanał. Ciąg dalszy na oficjalnej stronie wyprawy Pamir Zerawszan Expedition 2010.
kategoria:
Podróżowanie
Komentarze (0)
2010-01-21 22:23
Dzisiaj ujrzała światło dzienne pierwsza część relacji z Pamir Zerawszan Expedition 2008. Była to dwuosobowa wyprawa eksploracyjna do Tadżykistanu, w której uczestniczyłem i miałem przyjemność poznawać ostatnie najmniej zbadane górskie zakątki naszego globu. Razem z Irkiem z Jurajskiego Klubu Wysokogórskiego dolecieliśmy do stolicy Tadżykistanu - Duszanbe. Następnie wynajętą taksówką jechaliśmy na północ do miejscowości Ajni, gdzie nocowaliśmy. Relacja zaczyna się następnego ranka. Naszym celem było przejechanie wgłąb doliny Zerawszanu, a następnie odbicie w jedną z dolin, aby dotrzeć pod niezdobyty szczyt - Pik Samarkand 5085 m n.p.m. Chcieliśmy opracować logistykę pod przyszłą wyprawę, która miała mieć za zadanie zdobycie tego dziewiczego szczytu. Poniżej początek relacji:
(Aby przenieść się w bajkowy tadżycki nastrój, podczas czytania relacji słuchaj: Howard Shore - Lord Of The Rings - Main Theme)
Tadżykistan, Ajni, 2008-07-20 Winorośl oplatająca altanę mieni się w porannym słońcu. Ta woń oznacza jedno - będzie dzisiaj gorąco. Znam ten letni zapach tylko z Polski. Tutaj jest trochę inny, taki tajemniczy. Powietrze jest bardzo orzeźwiające, ale owa winorośl nie sprawia wrażenia żywej, jest jakby sucha. Małe owoce pewnie są jadalne, ale nie odważyłbym się wziąć ich do ust. Tym bardziej teraz. Chociaż noc minęła mi mniej boleśnie, to jednak budziłem się co chwilę. Minąłem domowników śpiących na tarasie pod kocami. W nocy nie było ciepło. Ciekawe, gdzie śpią w zimę. Wszedłem do budynku. Pokój nie jest już taki interesujący jak wczoraj. Chyba się przyzwyczajam. Na ścianach wiszą kolorowe dywany. Podłoga zwyczajowo pokryta kilkoma warstwami różnokolorowych wykładzin. Irek już wstał. Godzinę później: ![]() "Internet service provider" - czytam na jednym z szyldów. Pełny zasięg w telefonie. To dziwiło tylko w pierwszych dniach pobytu w Tadżykistanie. Do tego też się szybko przyzwyczaiłem. A to dopiero początek podróży na koniec świata. Krowy na środku ulicy są dla mnie o tyle egzotyczne, że jest to główna droga w mieście. Ajni może nie jest duże, ale jest to swego rodzaju miasto wojewódzkie, przez które przechodzi główna trasa kraju (żeby nie powiedzieć "autostrada"). No i ta tadżycka "A1" krzyżuje się z rzeką Zerawszan. Nie wspomniałbym o tym przecięciu, gdyby nie fakt, że bardzo mi zaimponował most nad tą rzeką. Ile to różnych norm bezpieczeństwa musi spełniać europejski most? Tutaj kładka jest użytkowana, jeśli po prostu stoi i po skorzystaniu z niej nadal się tam znajduje. Ciąg dalszy na oficjalnej stronie wyprawy Pamir Zerawszan Expedition 2010.
kategoria:
Podróżowanie
Komentarze (1)
2009-12-04 22:22
Serdecznie zapraszam na I dzień kultury tadżyckiej, który odbędzie się 12 grudnia 2009 w siedzibie Jurajskiego Klubu Wysokogórskiego w Rzędkowicach. Podczas spotkania będę prezentował zdjęcia i opowiadał o Pamir Zerawszan Expedition 2008. Odbędą się również prezentacje z innych wyjazdów klubowiczów. Dodatkową atrakcją wieczoru będzie poczęstunek, podczas którego każdy będzie mógł zasmakować w jednej z regionalnych potraw tadżyckich oraz obejrzeć galerię pamiątek z tego niezwykłego kraju. W związku z organizacją przekąski prosimy o deklaracje przybycia, które można zgłaszać na forum Jurajskiego Klubu Wysokogórskiego. Krótki film zajawkowy dostępny pod adresem: Myślę, że na takie spotkanie warto się wybrać. Oczywiście jest ono otwarte dla wszystkich. Można poznać ludzi, którzy pasjonują się wspinaczką i chodzeniem po górach. Można zobaczyć, co dzieje się w klubie, a także dowiedzieć się o różnych ciekawych miejscach, w których byli klubowicze. Mój kontakt z Jurajskim Klubem Wysokogórskim zaczął się właśnie od takich spotkań. Oglądając zdjęcia z dalekich krajów i słuchając prelegentów, zacząłem realniej patrzeć na moje marzenia o podróżach w nieznane. I później udało mi się takie marzenie spełnić. Teraz będę po drugiej stronie i będę próbował inspirować innych.
dopisane: 2010-01-15 I dzień kultury tadżyckiej odbył się i wszyscy obecni byli bardzo zadowoleni :) Zapraszam do galerii Jurajskiego Klubu Wysokogórskiego.
kategoria:
Podróżowanie
Komentarze (0)
|